black-market-murky blog

Twój nowy blog

*

15 komentarzy

current mood: remorses & collapsed
adios!:)

mam ‚wstęp do psychoanalizy’ freuda pod łóżkiem. i nie mam slska od kilku dni, co oznacza, że za chwilę rzucę się z okna.

żyję sobie oderwana nieco od ziemi, zawieszona na czymś bliżej nieokreślonym, czego nie śmiem nazwać marzeniami , w paraliżującym strachu, że ktoś mi zabierze spod tyłka to, na czym obecnie siedzę. tak, bo zawsze sobie zakładam, że nie usiądę, a potem siadam. jeśli znowu się potłukę, już mnie tu nie zobaczycie.

panie corner, proszę mnie nie czarować.
panie okereke, proszę mnie nie porywać do podrygów na ulicy.
panie banks, ja już wiem, że heaven is never enough.
panie wilson, na pana też przyjdzie pora.

we are the fucked up generation!
to też już wiem.

Kiedy dwa lata temu z moją koleżanką wyszłam z ich koncertu, byłyśmy w szoku przez dlugi czas.
Wczoraj aż tak nie było, ale..
Można im zarzucić mierność tekstów, można czepić się buraczaństwa niektórych dialogów z publicznością, może nie podobać się image.. Zgadzam się. Ale dla mnie są i na razie pozostaną najlepszym, współczesnym polskim zespołem koncertowym.
Organizacja wczorajszego koncertu grupy Pogodno, bo o nich mowa, pozostawiła sporo do życzenia: przez gigantyczne kolejki do wejścia, dość drogą szatnię, po 40 minutowe opóźnienie.. ale.. coś za coś.
Nie wiem czy można nazwać supportem kilka znanych utworów wykonanych przez Orkiestrę Akademi Górniczo Hutniczej, które zdecydowanie rozgrzewały publiczność przed ‘gwiazdami wieczoru’.. no cóż.. a gwiazdy wieczoru pojawiły się na scenie w okolicach godz. 20, „bardzo dziękujemy, że chciało Wam się wyszperać te 5 zł na ten koncert” oraz od razu zaznaczając, że Pogodno nie istnieje, a tego wieczoru zagrają 3 inne zespoły… typowe!
Rozpoczęli od sporej dawki materiału z najnowszego albumu „pielgrzymka psów”, który ukazuje się dziś, pojawiły się strasze kawałki z „sejtanik mjuzik i romantik loff”, a nawet z „tequilli”. Wspaniały kontakt z publicznością ( np. basista paląc papierosy oddawał je osobom z pierwszych rzędów ), dialogi, konkursy (lol), prośba o łapanie osób żądnych crowdsurfingu… no i oczywiście nieokiełznane szaleństwo i wygłupy wszystkich członków zespołu – zwierzęta sceniczne to niewątpliwie ;-) . Tutaj brawa dla klawiszowca, który wykonując „chórki” zbliżał się brzmieniowo do The Music.. :D
Na koniec panowie zostawili sobie chyba najbardziej chwytliwy materiał, czyli utwory z albumu „Hajle Silesia” Burzliwy finał poprzedził krótki popis zaproszonej orkiestry, który całkiem spora część publiczności miała okazję wysłuchać i obejrzeć stając na scenie wraz z zespołem. Kluczowym momentem było jednak wykonanie przez Pogodno „Górniczo hutniczej orkiestry” przy akompaniamencie tej prawdziwej, AGH-owskiej…  wrażenie niesamowite. Zespół musiał jednak dodać coś od siebie, wplatając swój utwór „I just call to say i love you”.. Potem pojawił się na przykład „Pedofeel”, „Pani w obuwniczym”, czy „Spierdalacz” („Ol da pipul ju noł łot aj min, ewryłan mast pracować nad sobą..”)
Koncert zakończył się po ok. 5 bisach, po 3 godzinach solidnego grania. Bo panowie z Pogodno nie oszczędzają się na koncertach, a to, co mi się w nich tak podoba, to energia i tak zwany „wykop”, to budowanie ścian dźwięków, a potem „rozpierdalanie ich na cząstki elementarne” (oo.. tego utworu mi zabrakło!!). Na ich koncertach nie będzie ciarek, dreszczy, ochów, ani achów. Na ich koncertach opadają ręce. I może właśnie to jest to, co sprawia, że taki muzyczny show długo się pamieta…

~

26 komentarzy
„jadjahą sviinię”;
3 zielononiebieskie papierki z makulatury

;

serb pedofil;
plyta hip-hopowa i nowy hit jesieni;
herbata porzeczkowa;
herbata truskawkowa;
biała czekolada;
of montereal;
kings of leon;
sneaker pimps live& acuostic;
last days of april;
iron and wine

i nowe, życiowe motto:
„Życie to soulseek więc browse user’s files”

Przez pewnien czas będzie tu właśnie tak jak teraz. czyli kicz i ćirilica. a bo tak! bo na razie różowe są tylko paznokcie i drobne paski na bluzce.
Tymczasem się starzeje przy The Czars, bo w nich jest wszystko, i przy Blackfield, bo możliwości zamiziały jeszcze bardziej.
A i też nie pogradzę The Dears, Porce hajpuje Woven Hands, które właśnie oswajam. mam zboczenia filologiczne, bo kto to widział, żeby tonąć w kartkach z deklinacjami w 4 różnych językach. a jak będę duża, to będę uczyła obcokraowców polskiego. o!
Póki co, proszę o nawrócenie, bo myślę, że serbski hip -hop jest do przyjęcia. a nawet turbo-folk-dance zaczęłam słuchać, ołdżizu, i się jarać, że teksty rozumiem.
a poza tym, to bym chciała, co by mi coponiktórzy opowiedzieli jak koncert Archive minął, bo jakoś oficjalnym recenzjom nie wierzę.
już nawet w kinie zasypiam na pokazie filmów brytyjskich, a na wystawę nie poszłam, bom chora.

desintegration

58 komentarzy

czuję się miziana coraz to nowymi możliwościami przez los.
ale umrę.
bo chce za dużo.
i ‚zbyt piękne by było prawdziwe’.
ajajć!

mam fryz jak burak

49 komentarzy

jako że już jakiś czas temu zdecydowałam się pozgłaszać to właśnie miejsce do różniastych ocenkufff bloczkuff, toteż teraz dowiaduję się o sobie co nieco. oj, bo ja ciągle o tej muzyce i muzyce. i bez przerwy piszę co mi się podoba a co nie. skandal! a przeciez powinnam mieć więcej notecek takich o życiu, nie?
Tymczasem jest Ambershades, jest Pysio banan – jabłko – kokos, i jest wreszcie ładna jesień. Już lubię pana z szortkata. I pójdę sobie na festiwal brytyjski w Krakowie. I będę dalej słuchać the Czars w autobusie, i Thirteen Senses do poduszki, i Delays o poranku, i niemócusiedzieć przy „No Atmosphere” The Bees.. i chcieć jeszcze, jeszcze, jeszcze kiedy slsk mówi „NIE!” ;-)

A lektorka mówi, że Polacy są nazbyt kulturalni. Pyta „Znate šta je SKA muzika?? Madness na primer!”. A kolejnego dnia:„Ja sam iz Srbije, iz demokratične države, a vi šta?.. Ironija, ne?”. Potem dodaje tradycyjne „šaljim se” (żartuję) i zadaje zadatak „Probleme sa demokracijom”.- na podstawie przemyśleń po minionym lektoracie na którym dyskutowaliśmy czy domki jednorodzinne są zazwyczaj blisko, czy daleko od centrum miasta.

Kiedy wchodzę do ksero słyszę „somebody told me” Killersów, w Empiku zaraz na wejściu razi białością Antics, a po prawej stronie odnajduję 2 egzemplarze Hot Fuss (mają tam się ostać do świąt i kropka!) co wprawia mnie w stan niemal ekstatyczny, na ‚nowych brzmieniach’ pięciopalczasta dłoń z Winchester Cathedral.. I to wystarczy, żebym zaczęła się zastanawiać, czy aby na pewno nie śnię. Dopiero co alternatywność krakowskiego eMpiku kończyła się na Franzu i I am kloot.

Odbywam godzinną rozmowe telefoniczną z Porce, Małgolą i nawet Frodo, co moja mama kwistuje stwierdzeniem: „chyba ktoś ma tanie weekendy”.

A tak w ogóle to męczy mnie potrzeba fioletu, a nawet wręcz różu i zaczynam się martwić, czy aby ze mną wszystko okej.

I co odpowiedzieliby państwo, gdyby ledwopoznany Irlandczyk zapytał Was: „Which polish indie bands you can recommend to me?”
A ja już mogę się założyć, żę usłyszał by dokładnie to samo co ode mnie:P ;)

- Ooo.. jaką masz fajną podkładkę z Kjurami.. !!!
-.. ehmm.. to jest winyl, buraku!

Tydzień minął przy dźwiękach przewidzianych w notce poprzedniej. Może tylko The Comas nie było, ale za to the Bees jak najbardziej. I buffseeds. A Kasabian nie dało się przekonać do siebie. Nie to nie. Interpol nowy się na chwilę pojawił. ale nie na tyle, żebym pewną recenzję na pewnym serwisie nie uważała za przesadzoną o conajmniej o 2-3 gwiazdki :P Co nie zmienia faktu, że i tak ich uwielbiam.

aa..I nawet 2 koncerty się trafiły w ciągu ostatnich 5 dni. Najpierw Cashmere, którego w zasadzie nie traktuję jak koncert. Bo koncert to nie siedzenie przy stoliku i gadanie z M. kiedy na scenie ktoś przygrywa.

zupełnie inaczej było z wczorajszym riverside. Koncert tego zespołu w ramach Progressive Tour II rozpoczął support w postaci zespołu Anamor. Jako znana nieentuzjastka kobiecych wokali, mogę tylko stwierdzić, że nawet nie byłoby z tym źle, gdyby tylko pani wokalistka nie wyśpiewywała tekstów. Muzyka Anamor wybitnie czerpiąca z Porcupine Three poostawiła po sobie całkiem miłe wrażenie i.. senność. Na szczęście nie na długo..

Co do ‚gwiazdy wieczoru’, czyli samego Riverside, to jedyne określenie jakie mi się w tej chwili nasuwa, to „kurewsko progresywni”. Od popowych początków do hard rockowych finałów utworów, ładne budowanie ścian dżwięków. Szkoda tylko, że nie był to koncert na otwartej przestrzeni, bo moim zdaniem do odbioru muzyki prgresywnej potrzebne jest sporo miejsca. W krakowskim Zaścianku, który jest klubem dosyć małym, zakończenia dźwięków niestety „skrzeczały”. I wokal.. Nie wiem, czy to sprawa nagłośnienia, czy przemyślanie miał być znieksztalcony, ale to troszeczkę nie pasowało. Jako kompletna ignorantka w kwestii twórczości Riverside, nie mogłam niestety wraz z publicznością wyśpiewywac tekstów. A jako że teraz chce być cool i trendy, a już najbardziej chcę przeistoczyć się któregoś dnia w Anię Gacek, to dodam jeszcze, że podobało mi się jak wokalista był ubrany! o! a to się żadko nie zdarza, oj nie.. :)
Generalnie wrażenia pozytywne, lekki niedosyt – jak zwykle, ale z drugiej strony czegóż mogłam się spodziewać. przecież to polski zespół ! a z resztą za free sobie koncert obejrzałam, to co mam narzekać :P ~

a tak w ogóle to chuj z Archive. nie jadę, pierdolę. będzie Blackfield, może coś jeszcze… ;-)

nie żadne zawieszenie, nie koniec, nie przerwa. po prostu będzie inaczej. jakkolwiek nie poczyniam postanowień, tak teraz zakładam, że nie będę już spędzać codziennie kilku godzin przed ekranem. O!

zaczęły się zorganizowane dni, pod tytułem wstajemy rano, wychodzimy na zajęcia i wracamy wieczorem. Nie dlatego, że jest dużo zajęć, ale są przemyślnie ustawione na kaształt sita. także czuję się jak studenka dzienno – wieczorowa:) Gratuluję inwencji kreatom rozkładu zajęć, gdyż środa stała się oto dniem 4 języków, a dla mmnie nawet pięciu, bo jeszcze dodatkowy english.
Staro – cerkiewno – słowiański wygląda bardzo przyjaźnie..po jednych zajęciach.. :P a nowa lektorka jest świetna.

Tymczasem ja przemierzam wieczorami nasz maluśki rynek to z Radio 4, to z The Comas, to z Hope of the states i czasem zdarzy mi się nawet docenić, że to miasto nawet niebrzydkie ;)
Czekam na koncerty, te najbliższe już chyba w tym tygodniu, ale jeszcze nie wiem. A swoją drogą, czy ktoś może mi poradzić czy warto iść na Riverside?? Nie słyszałam ich jeszcze, ale wiem, że trochę się o nich mówi ostatnio..

I już wiem, że najbliższy tydzień uplywał będzie pod znakiem The Cranes, Modest Mouse, The Bees, The libertines, John’a Vanderslice i Tv on the radio. Będę też próbowała przekonywać się do Kasabian, choć w ich przypadku niczego nie obiecuję :P


  • RSS